środa, 12 listopada 2014

11 listopada- tak trudno pamiętać?

Witam. Dzisiaj ograniczę odrobinę mój zapał do wylewania z siebie zwariowanej esencji mojego istnienia, a raczej napiszę o tym dniu-11 listopada 1918. Lalala, 'Znowu historia? Mam ją już w szkole' lalala... 'No super, wszyscy o tym mówią, ty też musisz -.-? ' lalala... Nie. Nie chcę wam zrobić długiego wykładu na temat tego, co się wtedy działo. (ODZYSKANIE NIEPODLEGŁOŚCI, PAMIĘTAJCIE!) Chcę uświadomić niektórym, jak  powinno się wtedy zachowywać. Często spotykam się z taką sytuacją: "Hej, byłeś'aś na Wawelu, rynku czy czymśtam na 11 listopada?" - "nie" - "Dlaczego? To przecież ważne!" - "Yhym, sory, ale mój chomik miał urodziny nie mogłem'am go zostawić samego?!" Sytuacja wyżej to skrajny przypadek, ale zdarza się. Nie chodzi tu jednak o Marsze Niepodległościowe, ani wymachiwaniu Flagą Narodową wszem i wobec jednocześnie krzycząc różne hasła. W tym dniu, nawet leżąc w wyrku pomyślmy o tych, którzy oddali życie abyśmy dziś jeździli sobie beztrosko na rowerze przez lasek nucąc sobie naszego ulubionego wykonawcę. W jedenastym listopada jedna rzecz mnie irytuje: Apele w mojej szkole. Wiem, wiem. Trzeba uświadomić tej głupiej hołocie co to znaczy, i bla bla bla. Znam szkoły, w których apel to ciekawa prezentacja multimedialna z Sabatonem w tle. Ale apele w MOJEJ szkole to już jest totalna porażka. Kilka przylizanych i wytresowanych do tego dzieci wychodzi na podium i recytuje ułożony przez polonistkę wierszyk, a szkolny chórek wyśpiewuje ,,Legiony". To NIE jest sposób dzięki któremu do kogokolwiek coś dociera. To jest po prostu skracanie lekcji po przez arcynudny apel z przylizanymi dziećmi które ładnie wyglądają i tyle. Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale to jest ważne. Nie zmuszam nikogo do niczego, ale zachęcam do tego, aby przemyśleć nad owym tematem. Dziękuję i dobranoc

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz